Lojalność Boeberta nie dotknęła Trumpa

0
17

Lauren Boebert krzyknęła na całe gardło.

„Trump jest moim prezydentem!”

Opublikowała to w Internecie tuż po tym, jak jej sojusznik poniósł miażdżącą porażkę w sondażach. Pewnie miała nadzieję, że to uspokoi rozwścieczonego byłego dowódcę. Bezskutecznie.

Trump chce to zniszczyć. Ponownie.

Według Politico Trump poszukuje kandydata, który mógłby rzucić wyzwanie republikaninowi z Kolorado w jej czerwcowych prawyborach. Zdaje sobie sprawę, że czas ucieka. Termin składania wniosków w jej okręgu już minął. Na papierze nie ma przeciwników.

To nie znaczy, że przestał próbować.

„Każdy, kto potrafi być aż tak głupi, zasługuje na dobrą walkę w prawyborach!”

Dokładnie tak to przedstawił w Truth Social. Zanim zliczono głosy w wyborach w Kentucky.

Bobert od kilku miesięcy kopie własną dziurę. Poparła pomysł udostępnienia plików Epsteina. Sprzeciwiła się finansowaniu wysiłku wojennego. Ale prawdziwa zniewaga? Kampania dla Thomasa Masseya.

Massey’a.

Człowiek, którego Trump nienawidzi najbardziej.

Massey przegrał. Ed Gainey, partner Trumpa, wygrał wtorkowe prawybory w Kentucky. Dlatego Boebert transmitowała transmisję na Facebooku, pozując ze zdjęciami syna po ukończeniu szkoły. Potem nastąpił idylliczny podpis. Mówiła o radości. O celu. O wdzięczności. Jezus jest Panem – napisała. Przyrzeczenie wierności zakończone rodzinnym sukcesem.

Czy Trump był zachwycony? Nie.

Uważa ją za zdrajczynię. Nie tylko uparty.

Próbowała załagodzić sytuację po tym, jak na nią wcześniej naskoczył.

„Znałam ryzyko… Najpierw Ameryka, zawsze Ameryka, MAGA. Śmiało” – napisała w X.

Twierdziła, że nie była zła. Nie urażony. Po prostu robię to, co robią przyjaciele.

Rzeczy rzadko układają się w ten sposób.

Przyjaźń wydaje się zimniejsza niż kiedykolwiek. 🥶

W swojej dzielnicy stoi bez przeciwników i jest technicznie bezpieczna. Ale temperatura rośnie. Trump nie wybacza łatwo. Zwłaszcza jeśli popierasz, jak to nazywa, „najgorszego” kongresmena.

Może uda jej się tego uniknąć. Być może ktoś się odezwie, żeby udowodnić swoją rację.